Przede wszystkim, trudno jest tłumaczyć literaturę chrześcijańską, jeśli nie jest się obeznanym z chrześcijańską terminologią. Ktoś, kto czyta teksty chrześcijańskie, zna treść Biblii i regularnie uczestniczy w nabożeństwach, nie będzie miał trudności z odnalezieniem się w treści tłumaczonych dzieł. Z łatwością przyjdą mu do głowy odpowiednie sformułowania, zrozumie nawiązania do przypowieści czy postaci świętych, odkryje sens przesłania, jakie przekazać pragnie autor książki. Zupełnie inaczej rzecz będzie się miała w przypadku kogoś, kto nigdy nie miał okazji głębiej zapoznać się z treścią Pisma Świętego i nie ma w zwyczaju uczestniczyć w Mszy świętej: choć z pewnością znajomość języka pozwoli mu na wierne przełożenie poszczególnych słów, to w ogólnym wydźwięku tekst taki może brzmieć dla chrześcijańskiego czytelnika obco i niezrozumiale. 

Przejdźmy do przykładów, żeby lepiej zilustrować poruszony problem.

 Czternastego września Kościół katolicki obchodzi uroczystość, która w języku włoskim funkcjonuje jako Esaltazione della Santa Croce. Przetłumaczmy tę nazwę zaczynając od końca: Santa Croce to odpowiednik polskiego „Święty Krzyż”, czy też, jak się częściej spotyka, „Krzyż Święty”. Przetłumaczenie dosłowne tego terminu jest proste, trafne i nie wymaga dodatkowego komentarza. Idąc dalej, napotykamy della. To przyimek rodzajnikowy, który powstaje w efekcie połączenia di (oznaczającego w tym przypadku przynależność) i la (rodzajnika określającego krzyż). W ten sposób odkrywamy, że końcówka naszej nazwy będzie prawdopodobnie brzmiała „Krzyża Świętego”. I wówczas trafiamy na ostatnie i najbardziej problematyczne słowo: esaltazione. Słownikowe znaczenia tego terminu (w słowniku Cieśli, Jamrozik i Kłosa) to chwalenie, wychwalanie, sławienie, wysławianie, gloryfikacja, wyniesienie, egzaltacja, podniecenie, ożywienie, uniesienie, emisja, nadczynność, wzmożony wpływ, kulminacja. Który z terminów wybrać? W tym miejscu tłumacz, który nie zna terminologii chrześcijańskiej, z dużym prawdopodobieństwem może dokonać błędnego wyboru. Co zrozumie odbiorca, gdy w książce, którą właśnie czyta, natknie się na termin „Egzaltacja Krzyża Świętego” czy też „Gloryfikacja Krzyża Świętego”? Z pewnością popadnie w konsternację. Tłumacz chrześcijański powinien natychmiast skojarzyć, że chodzi tu o święto Podwyższenia Krzyża Świętego i choć terminu tego nie ma w słowniku, to najważniejszą rolę odegra tutaj jego wiedza na temat katolicyzmu.

 Choć na szczęście w wielu przypadkach drobne błędy nie są zauważalne i nie niosą za sobą poważnych konsekwencji, są i takie, które, powtarzane przez dziesiątki, a nawet setki lat, urosły do rangi prawd wiary (sic!) i są praktycznie nieodwracalne. Mowa tu na przykład o błędach w tłumaczeniach, które wpłynęły na treść Biblii i wszystko to, co zostało na jej podstawie stworzone. Ciekawe przykłady podaje Romolo Giovanni Capuano, przytoczmy zatem kilka z nich.

Jak powstała kobieta? Każdy katolik zna historię stworzenia Ewy z żebra Adama: „Wtedy to Pan sprawił, że mężczyzna pogrążył się w głębokim śnie, i gdy spał wyjął jedno z jego żeber, a miejsce to zapełnił ciałem. Po czym Pan Bóg z żebra, które wyjął z mężczyzny, zbudował niewiastę” (Rdz 2, 21-22). Dlaczego żebro? Czy ta część kośćca ludzkiego ma jakieś specjalne cechy, które sprawiły, że Bóg postanowił właśnie z niej stworzyć kobietę? Obecność żebra jest prawdopodobnie efektem błędu tłumaczeniowego, który, przekazywany przez pokolenia, stał się biblijnym faktem. W rzeczywistości hebrajski termin tselah oznacza, w zależności od wymowy, żebro lub bok, połowa. W przypisach do Biblii Tysiąclecia przeczytać możemy: „Niewiasta została wzięta z «żebra» czy «boku» mężczyzny, co znaczy, że dzieli z nim jego naturę, jest jak on powołana do przyjaźni z Bogiem. «Żebro» i «życie» u starożytnych Semitów były pojęciami bliskimi” (przyp. do Rdz 2, 21).

Innym, zabawnym wręcz przykładem następstw błędu w przekładzie jest figura Mojżesza autorstwa Michała Anioła, która znajduje się w bazylice pod wezwaniem Św. Piotra w Okowach w Rzymie. Rzeźba ta, jak zobaczyć można na poniższym zdjęciu ma… rogi! Ten niezwykły atrybut wynika z błędu, jaki św. Hieronim popełnił przekładając fragment Księgi Wyjścia: ignorabat quod cornuta esset  facies sua (nie wiedział, że jego twarz jest rogata). Błąd ten wynikał stąd, że język hebrajski składa się wyłącznie ze spółgłosek; rdzeń problematycznego słowa brzmiał qrn, co zinterpretować można było zarówno jako qaran (promień słońca) jak i jako qeren (róg). Na szczęście dziś w Biblii Tysiąclecia przeczytać możemy: „Gdy Mojżesz zstępował z góry Synaj z dwiema tablicami Świadectwa w ręku, nie wiedział, że skóra na jego twarzy promieniała na skutek rozmowy z Panem” (Wj 34, 29).

Jeszcze ciekawszym błędem, który utwierdzić nas może w przekonaniu, jak bardzo należy być uważnym tłumacząc teksty religijne, jest Morze Czerwone, przez które Mojżesz przeprowadził lud, po tym, jak ono się przed nim rozstąpiło. Czytamy: „Rzucił w morze rydwany faraona i jego wojsko.

asdf

Wyborowi jego wodzowie zginęli w Morzu Czerwonym” (Wj 15, 4). W języku hebrajskim morze to nazwane było Yam-Suf, co oznacza morze trzcinowe. Zgodnie ze znaczeniem tych słów w XIV wieku John Wycliff przełożył to na j. angielski jako Rede Sea, co odpowiada dzisiejszemu Reed Sead (morze trzcinowe). Jednak Marcin Luter, który tłumaczył następnie biblię na j. niemiecki, pomylił Reed z Red i w efekcie nazwał je Morzem Czerwonym, co do dziś zachowało się w Piśmie Świętym. Co więcej, nie ma pewności, czy termin ten nie powinien zostać przełożony jako „jezioro trzcinowe” (w j. hebrajskim nie było rozróżnienia pomiędzy morzem a jeziorem). To jednak temat na dłuższe rozważania.

Wracając do nieco bardziej współczesnych przykładów, znajomość Biblii i tematyki religijnej pozwala wychwycić nawiązania i wyjaśnić kwestie, które mogą sprawiać trudność czytelnikowi. I tak, na przykład, podczas lektury dzieł św. Teresy od Dzieciątka Jezus w przekładzie Karmelitanek Bosych czytelnik znajdzie mnóstwo przypisów odsyłających go do fragmentów Biblii, do których nawiązuje autorka, wyjaśniających liczne zwyczaje karmelitanek czy tłumaczących tok rozumowania św. Teresy, która posługuje się skrótami myślowymi. Takie przypisy mogą okazać się bardzo cenne, ale jednocześnie wymagają od tłumacza wiedzy religijnej wykraczającej poza poziom przeciętności.

Czy zatem tłumaczenie literatury religijnej jest trudne? Dla laika, z pewnością. Zadanie to wymaga pewnej uważności i refleksu, cierpliwości i wiedzy. Co zaskakujące, choć chrześcijaństwo liczy sobie już ponad dwa tysiące lat, dziedzina tłumaczeń chrześcijańskich nie jest jeszcze w pełni rozwinięta (choć oczywiście, każdy język ma tutaj swoje indywidualne osiągnięcia). Dlatego pozostaje nam czasami polegać na własnej intuicji i wiedzy, a w przypadku wątpliwości, nieocenioną pomocą może okazać się konsultacja z innymi tłumaczami i osobami duchownymi, które z pewnością będą umiały wspomóc nas w naszym ważnym zadaniu.

Źródła:

Biblia Tysiąclecia, wyd. Pallottinum

Romolo Giovanni Capuano, 111 errori di traduzione che hanno cambiato il mondo, Stampa alternativa, Viterbo 2013.

Święta Teresa od Dzieciątka Jezus, Pisma mniejsze, Wydawnictwo Karmelitów Bosych, Kraków 2004.

fot. http://posztukiwania.pl/

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s