Zajęcie zwane tłumaczeniem musiało powstać tak wcześnie, jak szybko pojawiły się wśród ludzkości znaczące różnice językowe. Według biblijnego opowiadania, to budowa wieży Babel miała doprowadzić do „pomieszania mowy mieszkańców całej ziemi” (Rdz 11, 1-9). Wkrótce pojawiła się różnorodność w podejściach do tłumaczenia, aż do naszych czasów, w których powstała traduktologia. Jednak nie o teorii będziemy dziś mówić. Jak za pomocą jedynie 7 symboli można opisać historię tej odpowiedzialnej profesji?

1) Kamień z Rosetty (196 p. n.e). Znaleziony przez jednego z napoleońskich żołnierzy w 1799 roku kamień pełni rolę swoistego artefaktu translatorskiego. Widnieje na nim ten sam napis w trzech językach; powiedzielibyśmy, tekst oryginalny i dwa jego tłumaczenia. To rodzaj manifestu wydanego przez kapłanów z Memfis dla uczczenia I rocznicy koronacji władającego Egiptem Ptolemeusza. Dla Europejczyków początkowo czytelny był tylko fragment w języku greckim, jednak dzięki żmudnym badaniom udało się rozszyfrować resztę inskrypcji – zapisaną pismem hieroglificznym i demotycznym. Wniosło to ogromny wkład do rozwoju egiptologii – szacuje się, że bez kamienia z Rosetty opóźnienie w postępie wyniosłoby 20 do 30 lat.

2) Tabliczka „INRI” (ok. 29 r. n.e.). Rozwinięcie skrótu INRI, umieszczanego dziś na krucyfiksach, pojawia się na kartach Ewangelii. Jak pisze św. Jan, napis „Jezus Nazarejczyk Król Żydów” w jęz. hebrajskim, łacińskim i greckim umieszczono na Krzyżu, nad głową Jezusa Chrystusa. Miało to niejako wyjaśnić powód skazania Go na śmierć. Trzy języki: lokalny, imperialny i międzynarodowy, mogą symbolizować ponadnarodowe znaczenie mającego wówczas miejsce wydarzenia.

3) Obraz św. Hieronima w pracowni. Żyjącego w IV i V w. n.e. patrona tłumaczy często przedstawiano przy pracy lub na modlitwie. Szeroko znane są min. trzy obrazy umieszczające jego postać w pracowni – ich autorzy to Colantonio, Jan van Eyck i Antonello da Messina. Każde z dzieł odznacza się bogatą symboliką, a także nawiązuje do czasów współczesnych malarzom (XV wiek). U niejednego adepta sztuki translatorskiej obraz ten może wywołać odruch westchnienia na wspomnienie pokory, jakiej wymaga czasochłonna praca nad tekstem.

4) Słownik dwujęzyczny wydany drukiem (nowożytność). Chociaż pierwsze słowniki dwujęzyczne powstały już w starożytności, to dopiero wynalezienie druku pozwoliło na wydobycie z nich pełni możliwości. Pomimo iż początkowo niedoskonałe, stanowiły nowatorską pomoc (dla piśmiennych) i ważne źródło wiedzy w momentach, kiedy nie było jej wystarczająco w „pamięci podręcznej”. Ich znaczenie wzrosło jeszcze bardziej, gdy w społeczeństwach europejskich zaobserwowano odwrót od lingua franca (czyli łaciny) i wzrost odrębności narodowej.

5) Sprzęt do tłumaczenia symultanicznego (1945). Popularność tego typu przekładu ustnego sprawia, że trudno uwierzyć, iż pojawiło się w użyciu dopiero ok. 70 lat temu. Oczywiście, tłumaczenie szeptane znane było od wieków i nie wymagało rozwoju techniki. Jednak za pierwsze udane zastosowanie nowinek technologicznych w tej dziedzinie uznaje się procesy norymberskie, przeprowadzane tuż po II wojnie światowej. Zawód tłumacza przechodził swego rodzaju rewolucję – potrzebne stały się nowe umiejętności: biegłość umysłu, podzielność uwagi, odporność na stres, a nawet wytrzymałość fizyczna.

6) Komputer z programem typu CAT i dostępem do internetu (XX/XXI w.). Z pracowni św. Hieronima pozostało już niewiele. Automatyzacja procesów translatorskich sprzyjała globalizacji – i na odwrót. To właśnie z tym narzędziem pracy kojarzymy dzisiaj zawód tłumacza, zarówno gdy jesteśmy związani z branżą, jak i gdy pozostajemy poza nią. Technologie CAT (Computer-Assisted Translation, tłumaczenie wspierane komputerowo) w coraz to nowy sposób ułatwiają proces przekładu, a internet pozwala na dogłębne studia nad tematem tłumaczonego tekstu, zmniejszając szansę na popełnienie niechlubnej pomyłki.

7) Tłumacz Google (2006) / Tłumaczenie maszynowe. Czy teraz każdy może być tłumaczem? Prawdopodobnie tak, jeśli uznamy, że każdy, kto biega, jest również biegaczem. Spór w nauce o to, czy roboty zastąpią ludzi nie traci na mocy i dotyczy również branży tłumaczeniowej. Pojawił się nawet prototyp funkcji dla aparatu fotograficznego – automatycznego tłumaczenia napisów, które pojawiają się w zasięgu obiektywu. Cóż pozostaje przekładającym? Wykonywać swą pracę tak, by być nie do zastąpienia i nie wahać się wkładać w nią serce, a czytelnikom pozostawić osąd, na czyj wysiłek spojrzeć bardziej łaskawym okiem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s